Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egg. Pokaż wszystkie posty

10/29/2013

Project "Egg." A melodrama.

Life (not only a human life) tends to be complicated. Today's peacock is tomorrow's feather duster. Sometimes happiness, sometimes sorrow.


7/04/2013

Projekt "Jajko". To już finisz.

Kosiątko ma dwa tygodnie. Jest duże, hałaśliwe i żarłoczne. I myślę sobie, że to prawie koniec projektu "Jajko" bo za niedługo weźmie kosiątko nogi za pas i fruuu.
Wyjeżdźam na dni 3 i po powrocie nabawię się syndromu pustego gniaza. Dosłownie.
Tymczasem zamieszczam kilka interesujących ujęć, między innymi ujęcia z dzisiejszego "lunchu".








6/21/2013

Projekt "Jajko". Środek.

I jajko zmianiło się w ... kosa.
Trochę się naczekałam, gapiąc się w 4 nakrapiane jajka. Nie jestem ornitologiem, myśłałam, że trzeba będzie je jednak na jajecznicę przeznaczyć (żartuję bracia Ekolodzy. A tak na marginesie, zacne pomysły na jajecznicę ma Delimamma. Check this out).
Jajka wyczuły pismo nosem i się wykluły.
20.06 pierwsze dwa, 21.06 dwa następne.
Teraz poluję na zdjęcie z robakiem :) 








6/11/2013

Projekt "Jajko". Początek.

Przez te upiorne deszcze przez parę dni nie wchodziłam na balkon. Uznałam, że konewka z wodą jest zbędna. Kwiatki tak czy owak zostaną podlane i to deszczówką. Pomijam fakt, że deszczówka posiada pewno pół tablicy Mendelejewa w sobie, żyjemy w czasach iście niebezpiecznych.
Weekend przyniósł częściowo bezdeszczową pogodę i wlazłam na balkon rozglądając się czy aby kwiatki nie pozdychały, czy aby ich mszyca nie pożarła (miała ucztę menda) i aby powiesić to i owo na balkonowym sznurku.

Patrzę w prawo (mam taką półeczkę drewnianą przytwierdzoną do ściany na mosiążnych wspornikach zakupionych sto lat temu na targu staroci) i...okazało się, że mam "lokatorów", którzy zupełnie bez mojej wiedzy i zgody - samowola budowlana jak się patrzy - wybudowali sobie gniazdo na mojej białej truskawce rosnącej w fioletowej doniczce. Truskawka ledwo dycha przygnieciona ciężarem gniazda i już się nie dowiem, jak wygląda owoc białej truskawki na żywo, chyba, że sobie kupię kilo na Cytrusku.

Nie mam nic przeciwko różnej maści stworzeniom, nawet mrówkę żal mi jest życia pozbawić. Zawsze jednak do głowy mi wpajano, że skrzydalci goście na balkonie to robaki, pasożyty i inne budzące grozę stwory przed którymi nic tylko brać nogi za pas. Zaraz mi się też przypominiał jeden z odcinków kulinarnych podróży Gordona Ramsey'a po ptasie gniazdo, które potem wylądowało na talerzu. Brrr. W każdym razie mam na balkonie to gniazdo, pewno z robakami a w gnieździe aż cztery jajka. Małe, zielone, nakrapiane brązowymi plamkani. Strażnik gniazda to szarobrązowy ptak o żółtym dziobie. Łypał na mnie nieco przestraszony jak robiłam mu zdjęcie. Na szczęście na moment odleciał i udało mi się sfotografować niedoszłą jajecznicę.

Wikipedia podopowiada, że na mojej fioletowej doniczce gniazdo uwił sobie kos. Z tą jajecznicą to oczywiście żarotwałam, Wiki informuje, że to gatunek objęty ścisłą ochroną w Polsce, i że los kosa nie jest wesoły. Zewsząd czycha na niego niebezpieczeństwo. Z lewa koty, kuny i inne wydry, z prawa zdegustowani właściciele ogrodów działkowych i domów z betonu. Tak więc lituję się nad losem kosa. Dostawiam mu miskę z wodą i jabłko i monitoruję codziennie czy życie rodzinne kwitnie należycie.

Dzień 6. 4 jajka. Pani kosowa pozwala na kilka fotek.