Praca w „familykorpo” (nazwijmy moją firmę „familykorpo” a nie „korporacja” ale tylko dlatego by nie urazić ambicji innych „prawdziwych” i głodnych sukcesu korporacyjnych szczurów, dla których zarezerwowana jest nazwa „korporacja”) ma swoje dobre strony – trudno w to uwierzyć? Pewnie, że trudno, choć można spróbować.