6/23/2015

Podróż 64. Jedź na Ještěd.

Ještěd. Mityczna góra. Sfilmowana przez Rapha, opisana przez Jaroslava Rudiša. Hotel na szczycie góry to podobno pierwowzór hotelu z filmu Grand Budapest Hotel. To wystarczające powody aby się znaleźć na górze Ještěd i podziwiać z niej panoramę Liberca i Gór Izerskich. 



4/30/2015

Podróż 64. Koszty utraconych korzyści. Przemyśl.

Wiosna. Pobielone wiśniowym kwiatem drzewa na Górze Św. Anny roztaczają obłedną woń. Kolejny kolarz zachwyca się tamtymi podjazdami po raz pierwszy. Kolejny raz PROkolarze przejeżdżają Alpenstrasse w ramach milionowej rundki. Wszystko gra. 


A ja siedzę kolejną godzinę w samochodzie przemierzając kręte drogi Podkarpacia. Rozmarzyłam się. Wyremontowana w 2011 roku DW884 wypełniona podjazdami, zjazdami i godnymi szalonych (moto)cyklistów zawijasami jeszcze wiele razy błyśnie mi w pamięci jako kolejna z dróg do przejechania rowerem.

3/25/2015

Podróż 63. Wódka i wanilia. Strzelce Opolskie-Zalesie Śląskie-Ujazd-Kędzierzyn.

Ile można jeździć na rundki wokół Góry Św. Anny? No ile? Okazuje się, że do końca świata i o jeden dzień dłużej. Rutyna w nadmiarze nie służy jednak nikomu, a przy odrobinie wódki i wanilii ta trasa nabiera nowego wymiaru. 

3/07/2015

Podróż 62. Nie czas na łzy. Opole-Lewin Brzeski-Opole.

Ktoś mnie ostatnio zapytał, po co mi ten blog? Bez większego zastanowienia się odparłam, że po to, żeby czuć się lepiej ze sobą. Co to w ogóle znaczy, można zapytać? 

Jestem otoczona „ludzmi walki”. Jedni walczą o wydobycie się z doła emocjonalnego, inni walczą o swoje zdrowie, jeszcze inni walczą z wiecznie nierozwijającą ich pracą – ludzie walczą o siebie – tą walkę rejestrują w mediach społecznościowych, na blogach i innych tego typu „przybytkach”. Takie mamy dziwne czasy – nie walczymy już o „sztandar” ale o własne, nadrzędne JA. Mówią nam, że jeśli osiągniemy zen ze swoim JA, świat będzie lepszy.


2/18/2015

Podróż 61. Zen i zima.

Zima nas w ostatnim czasie nie rozpieszcza, choć znajdą się i tacy, którzy wolą aurę a la „niekończący się listopad”. Właściwie, to ja do nich należę. Jak pomyślę o śniegu w mieście, o zaśnieżonym w poniedziałkowy poranek samochodzie, o poszukiwaniach czegoś co imituje i działa jak zmiotka, o „zabielonych”, śliskich jezdniach dróg krajowych w momencie kiedy jestem spóźniona na spotkanie z klientem, to właściwie robi mi się słabo.


1/18/2015

Food for thought.

Zima, a właściwie jej namiastka pomogła mi się zahibernować. Ciemność zniechęciła mnie do uczestniczenie we „wtorkowo-czwartkowych” treningach. Chłodek, bo przecież nie zimowy chłód, kusiły aby zostać w domu. Wena pognała gdzieś nie wiadomo gdzie. Zupełnie jak napisał Bukowski – my ambition was handicapped by laziness. Aby ostatecznie nie popaść w marazm rozpoczęłam nierówną walkę z bogiem lenistwa, który ile miał sił wciągał mnie w zamachowe koło „nic niechcenia”.


11/26/2014

Podróż 60. Pamiętniki z wakacji. Co Czech pije oprócz piwa?

Dziecięce wspomnienia o czeskich napojach przywodzą mi na język smak czeskiego koncentratu do herbaty (lub wody) o smaku rumu. Już jako osoba pełnoletnia odszukałam ten dziecięcy smak w czeskich przygranicznych sklepach (i „internetach”), i kiedy tylko zapragnę mogę sobie ten słodki specyfik zakupić.